...Twoje Bieszczady - serwis dla wszystkich którym Bieszczady w duszy grają...

Bieszczady





Polecamy:

Willa pod Zielony Wzgórzem
Brak obsługi Adobe Flash. Zainstaluj odpowiednią wtyczkę.
Brak obsługi Adobe Flash. Zainstaluj odpowiednią wtyczkę.
Brak obsługi Adobe Flash. Zainstaluj odpowiednią wtyczkę.
Domki nad Soliną
Bieszczadzka kryjówka
Domek Skowronek
Raj Helmuta
Dom na Skale
Brak obsługi Adobe Flash.
Czadzie Sioło
Brak obsługi Adobe Flash. Zainstaluj odpowiednią wtyczkę.
Gęsi Zakręt
Domki Pod Skałką


» Miejscowości «

Baligród i okolice
Bóbrka
Buk k.Terki
Bystre k.Czarnej
Cisna i okolice
Czarna i okolice
Daszówka
Duszatyn
Dwernik i Dwerniczek
Glinne
Jankowce
Kalnica k.Baligrodu
Komańcza i okolice
- Mogiła - legenda
- drewniany kościółek
- klasztor Nazaretanek
Lutowiska
Łupków
Mików
Muczne
Myczkowce
Nasiczne
Olszanica
Orelec
Prełuki
Rajskie
Roztoki Górne
Rzepedź
Sękowiec i okolice
Serednie Małe
Smolnik nad Osławą
Solinka
Solina i okolice
- bieszczadzkie zapory
- tajemnica zatoki
Stefkowa
Terka
Uherce Mineralne
Ustianowa
Ustrzyki Górne
Wetlina
Wola Matiaszowa
Wola Michowa
Wołosate
Zatwarnica
Zwierzyń

» Dawne wsie «

Balnica
Beniowa
Bereźnica Niżna
Bukowiec
Caryńskie
Choceń
Dydiowa
Dźwiniacz Górny
Hulskie
Huczwice
Jawornik
Jaworzec
Kamionki
Krywe
Łokieć
Łopienka
- rys historyczny Łopienki
- Chrystus Bieszczadzki
Łuh
Rabe k.Baligrodu
Rosolin
Ruskie
Sianki
Skorodne
Sokoliki
Sokołowa Wola
Studenne
Tarnawa Niżna i Wyżna
Tworylne
- Tworylczyk
Tyskowa
Zawój
Zubeńsko
Żurawin

» Reportaże bieszczadzkie | Czarnohora 2006

Po połoninach Czarnohory - relacja z wyjazdu 2006

Wyprawa w Czarnohorę planowana była w ubiegłym roku, gdy wróciliśmy z Ukrainy. A bardziej konkretnie z Bieszczadów Ukraińskich i Połoniny Borżawy. Zebrało się tym razem 12 osób.

cmentarz Orląt Ekipa w komplecie. Cmentarz Orląt
foto: Krzysio G.

Zacznę od stałej paki: Basia - tym razem miała przyzwoity plecak ale i tak przyciężki, Marian - jak zwykle próbował zrobić dobre wrażenie na paniach, Ela - tym razem mniej na mnie narzekała, Adam - jak zwykle opanowany nosił za Elę sporo rzeczy. Dołączyli do nas Iwona - tu trzeba napisać osobny rozdział, Wiesiek - właściciel GPS-a, który i tak w końcu zgubił, Paweł - fajny chłopak z Czechowic, Zdzichu i Adam - przodownicy GOT, Tomek - pracuje z Adamem produkując nam autobusy oraz Krzysiu kominiarz. I tak z Sanoka: Adam, Ela, Wiesiek i Tomek a ze Śląska: Marian, Basia, Iwona, Krzysiu, Adam, Zdzichu i Paweł, zapomniałem o sobie - Zbyszek.

Właściwie to ja ich namówiłem na włóczenie się po bezdrożach Ukrainy. Grupa ze Śląska spotyka się na dworcu w Katowicach o pół do pierwszej w nocy. O dziwo są wszyscy. Wszyscy a nawet ciut więcej. Idziemy na peron i czekamy na pociąg do Przemyśla. My jechaliśmy w nocy ale można swobodnie jechać w ciągu dnia. Wjeżdża pociąg, szukamy miejsc i usadawiamy się, przed nami długa droga. Dojeżdżamy do Przemyśla, szybka ewakuacja z pociągu na busa. Za chwilę jedziemy do Medyki gdzie mamy się spotkać z grupa z Sanoka. Wysiadamy z busa i rozglądamy się za nimi. Są - miłe powitanie i na przejście graniczne, goni nas trochę czas gdyż mamy zamówionego przewodnika po Lwowie. Przekraczamy granicę po odstaniu swojego i pakujemy się do Busa.

Lwów, dworzec główny Lwów, dworzec główny
foto: Wiesiek

Po 1,5 godzinie wysiadamy na dworcu głównym we Lwowie. Przewodnika nie ma. Dzwonimy za nim, po 30 minutach zjawia się pani przewodnik. Pani Lesia - tak mi podał Alek czyli Aleksander Wołkow, który jak ktoś chce pośredniczy w załatwianiu spraw związanych ze zwiedzaniem i nie tylko. Ach byłbym zapomniał: walutę wymienić czy też kupić jest najlepiej na przejściu w Szegini, tam jest najlepszy przelicznik. Grupa z przewodnikiem zwiedza Lwów, mnie to trochę nudzi, byłem tu już tyle razy. Ale może zobaczę coś nowego. Właściwie nowością jest zwiedzanie Lwowa tramwajem. I tak z przed dworca odjeżdża tramwaj nr 6, którym można dojechać w rejon arsenału a potem 7 na cmentarz Łyczakowski. Tak właśnie robimy. Wysiadamy przy cmentarzu i rozpoczynamy jego zwiedzanie.

Cmentarz Łyczakowski, grób Konopnickiej Cmentarz Łyczakowski. Grób M. Konopnickiej
foto: Wiesiek

Cmentarz Łyczakowski jest jedną z najstarszych nekropolii. Został założony w 1783 roku dekretem cesarza Józefa I. W tym okresie w Lwowie były cmentarze przy każdym kościele, przy każdej cerkwi, żeby to unormować wydano właśnie dekret o powstaniu dużego cmentarza na który przeniesiono zmarłych. Cmentarz powstał jako założenie krajobrazowo-parkowe obejmujące 40 ha. Projektantami byli Konrad Bauer i Tytus Tchórzowski. Na cmentarzu są obecnie 23 kaplice i około 20 tys. nagrobków. Dla nas najciekawsza jest tzw. Polska Alejka gdzie pochowani są wielcy Polacy. Można tam znaleźć takie nazwiska jak: Konopnicka, Zapolska, Banach i wiele innych. Można też odnaleźć kwaterę tzw. Żelaznej Kompanii gdzie leżą pochowani powstańcy z Powstania Listopadowego. W centrum tejże kwatery można zobaczyć Sarkofag Żelaznej Kompanii autorstwa rzeźbiarza Henryka Periera, wzniesiony również przez niego w 1886r.

Cmentarz Orląt Cmentarz Orląt
foto: Wiesiek

Po zwiedzaniu cmentarza Łyczakowskiego kierujemy się w stronę cmentarza Orląt Lwowskich. Właściwie to cel naszej wycieczki w te strony. Cmentarz Orląt to symbol polskości i miejsce każdemu Polakowi bliskie. Zwiedzamy cmentarz, widać że renowacja dobiega do końca, w końcu władze Polski i Ukrainy się dogadały. Wkurzające jest to że przy wejściu Ukraińcy postawili prawie mauzoleum poświęcone Strzelcom Siczowym i innym bohaterom którzy strzelali do Polaków. Przecież w tym miejscu nie było grobów Ukraińców którzy np. polegli w walkach o Lwów. Dla Polaków byłoby dobrze żeby wejście zrobiono od strony osiedla Pohulanka. Wtedy ominęło by się rzeczy, które są dla Polaków przykre.

Wracamy przed wejście i znów "siódemką" wracamy w okolice arsenału. Zaczyna się zwiedzanie starego miasta. Pani Lesia pokazuje grupie wszystkie zabytki i opowiada szczegółowo o każdym z nich. Zwiedzamy Lwów prawie do 20-dziestej. Potem robimy ostatnie zakupy szczególnie wody mineralnej wysoko solnej i idziemy na dworzec. Odbieramy plecaki z przechowalni i kupujemy bilety na pociąg do Kołomyji. I tu popełniamy błąd, a właściwie dwa. Jeden, ponieważ łatwiejszy dojazd jest na trasie Lwów - Iwano-Frankowsk - Worochta - Wierchowina. Drugi, ponieważ kupiliśmy bilety na wagon z miejscami do leżenia.

Teatr opera lwowska Teatr opera lwowska
foto: Wiesiek

Tu co niektórzy przeżyli horror. Jeżdżąc na poprzednie wyprawy było o niebo lepiej. Smród wyrzucał nas poza wagon. Ja znalazłem miejsce na końcu wagonu, tam nie było takiego smrodu i z Adamem a potem również z Iwoną uprzyjemniliśmy sobie podróż wodą z procentami. Dopiero w Iwano-Frankowsku zwolniło się tyle miejsca że mogliśmy pootwierać okna na przestrzał i wtedy dało się spać. Krótko bo krótko ale w miłym towarzystwie.

Rada dla tych, którzy nie chcą zwiedzać Lwowa: do tego pociągu można wsiąść w Mościskach wtedy jest szansa na zajęcie dobrych miejsc i to tak żeby cała grupa była razem.

Wysiadamy w Kołomyji, jest bardzo wcześnie a do najbliższego busa do Wierchowiny mamy sporo czasu. Można o piątej do Kosowa ale to znów przesiadka. Decydujemy się na wynajęcie 3 taksówek i po dość szalonej jeździe lądujemy na skrzyżowaniu w Ilici. Tu odchodzi droga na Burkut z której musimy skręcić do Dżembroni. Z braku rozkładu jazdy, idziemy w głąb doliny Czarnego Czeremoszu.

Cerkiew w Dżembroni Cerkiew w Dżembroni
foto: Krzysio G.

Gdybyśmy zdrzemnęli się na skrzyżowaniu i poczekali, to zajechalibyśmy busem do miejsca przeznaczenia. Ale nie widzielibyśmy przepięknych widoków jak Czeremosz przebija się przez góry. Tak więc plecaki na plecy i w górę rzeki. Mijamy dolinę Bystrzycy - tu już wiem że następna będzie dolina Dżembroni. Dochodzimy do skrzyżowania i robimy postój na śniadanie w czasie którego mija nas bus do Dżembroni. Ale to nic, zostało 4,5 kilometra i będziemy na miejscu. Dwie nieprzespane noce dają się nam we znaki. Podjeżdża gazik i my korzystamy z dobrodziejstwa podwiezienia, natomiast Marian i Paweł ambitnie idą na piechotę.

Decyduję się na dzień gospodarczy a dopiero w poniedziałek pójdziemy w góry. Myślałem początkowo żeby wyjść do owczarni pod Smotrecem ale widząc entuzjazm grupy wybieram wariant z odpoczynkiem. Znajdujemy spanie u pani Paraski i mamy sporo czasu wolnego. Siedzimy i popijamy piwo i nie tylko. Żeby nie przesadzić - jutro góry i nie wiadomo jak to będzie. Jak pozostali uczestnicy dadzą sobie radę? Tym razem wody na połoninie jest sporo wiec z tym chociaż nie będzie problemu. Adam zapobiegliwie nosi jej sporo. Dzień dobiega końca, niektórym nie wyszedł na zdrowie, Tomek zwichnął nogę i jest uziemiony. Po dwóch dniach jak się lepiej poczuł pojechał do domu.



Na zdjęciach od lewej (kliknij aby powiększyć): Cmentarz Orląt, cerkiew w Dżemborni, Dworzec Główny Lwów, Grób M. Konopnickiej na cmentarzu Łyczakowskim, cmentarz Orląt, teatr Opera Lwowska, cmentarz Orląt.
środkowy rząd: w teatrze Opera Lwowska, cerkiew św. Jura, przed dworcem w Lwowie, cmentarz Orląt.
dolny rząd: w drodze do Dżembroni, u pani Paraski, cerkiew w Dżembroni.

Wstajemy rano. Basia jak zwykle ma pecha, wdepnęła w coś nieprzyjemnego, nie dość tego to nie ma światła i trzeba się myć w potoku. Nic przyjemnego ale trzeba się opluskać.

Do boju
foto: Krzysio G.

Następnie śniadanie i w góry. Podejście na Smotrec zaczyna się przy drewnianej budzie blisko domu pani Paraski. Idziemy polną drogą co chwile przechodząc przez przełazy. Jesteśmy spakowani na 3 dni, reszta rzeczy u pani Paraski razem z Tomkiem - okazało się potem że pojechał sam wcześniej. Idziemy cały czas polną drogą aż osiągamy owczarnię pod Smotrecem. Tu mamy do wyboru dwie drogi, jedna w lewo od owczarni stromo do góry, druga w prawo za owczarnią wyprowadza nas na fajną polanę na nocleg, jest woda i drewno na ognisko. Można tu dojść z Dżembroni w niecałe dwie godziny. Dobre miejsce jak się nie chce zatrzymywać we wsi.

My idziemy dalej drogą która wprowadza nas do lasu, tu zamienia się w dość szeroką ścieżkę która prowadzi do wodospadów. Piszę wodospadów, bo okazuje się że jest ich trzy. Paweł i Marian penetrują okolice wodospadów. Znów jest problem, można od wodospadów iść do góry prosto na Smotrec (trzeba się cofnąć w kierunku lasu i do góry gdzie trafimy na ścieżkę, która zakosami prowadzi na szczyt góry). My idziemy ścieżką za strumyk, najpierw łagodnie a potem coraz stromiej wspinamy się w stronę ostańców skalnych. Patrząc na przeciwległe zbocze widać teraz ścieżkę, która prowadzi na szczyt Smotreca. Ale nasza trasa jest ciekawsza gdyż prowadzi pomiędzy ostańcami skalnymi. Paweł włazi na niektóre z nich. Wychodzimy na przełęcz pod Smotrecem, teraz jeszcze kawałek w dół i jest super miejsce na nocleg. Jesteśmy przy ruinach polskiego schroniska. Jest równo i woda. W tym miejscu było schronisko AZS z Warszawy.

Łazienka w Dżembroni Łazienka w Dżembroni :)

Rozbijamy namioty, w związku z tym że ktoś musi zostać i przypilnować namiotów zostaję ja. Mam ochotę pójść kolejny raz, przecież to kawał naszej historii. Reszta idzie na Pop Iwana. Obserwuję wspinającą się grupę, potem rozwijam karimatę i spokojnie sobie leżę. Byłoby super gdyby nie wszędobylskie muchy które latają stadami. Biedny Zdzichu wraca się bo zapomniał dokumentów a na Pop Iwanie można czasem spotkać pograniczników z Szybennego. Jak się dowiedziałem, na Pop Iwana trzeba zezwolenie, ale my ryzykujemy bez.

Dość długo ich nie było, po grani spacerują inni aż wreszcie widzę jak nasi schodzą . Wrócili ale nie wszyscy, część poszła na Smotrec, ja byłem na nim w czerwcu. Jak wszyscy wrócili to Paweł wziął się za rozpalanie ogniska (stał się specjalistą w tej dziedzinie) i zagotował wodę. Jak się okazało to tej wody ugotował dość sporo dla wszystkich. Cały czas były nowe zamówienia. Jemy kolację i siedzimy przy ognisku. Jest fajnie, ale trzeba iść spać - jutro nas czeka długa droga. Pokpiwają sobie ze mnie, gdy im powiedziałem że dojdziemy pod Howerlę. Noc się dłuży, oddechy osób śpiących razem w namiocie czasem nie dają spać, ja oczywiście pochrapuję, ale to nie nowość. Większość już się do tego przyzwyczaiła.

Pop Iwan. Ruiny obserwatorium Pop Iwan. Ruiny obserwatorium.

Wstaję wcześnie rano. Jakoś nie mogłem spać, może to wpływ osób z którymi pojechałem na wyprawę. Patrzę na Pop Iwana i nad szczytem czapa, jedna chmurka i zasłania cały szczyt. Nie widać ruin obserwatorium. Ale pomału gdzieś znika i widać teraz w całej okazałości ogromny gmach. Szkoda że nie jest zagospodarowane, było by miejsce na nocleg. Pomału budzi się reszta, śniadanie, suszenie namiotów i około 10 idziemy w góry . Pomalutku wspinamy się na przełęcz pod Smotrecem. Wszyscy wyrwali do przodu, a niech lecą, trochę się zdziwią jak będą musieli się kawałek wrócić. A byłbym zapomniał: Ukrainiec, który się rozbił niedaleko nas powiedział ze w sobotę zabiło na grani dwójkę turystów ale nie potrafił określić dokładnie tego miejsca (jak się później okazało było to na trawersie Bereniebeskuła).

Osiągamy główna grań Czarnohory i wędrujemy nią w kierunku Howerli mijając kolejne szczyty. Pierwszy z nich to Dżembronia (1880m n.p.m). Cały czas mamy super widoki, to na Zakarpacie i Karpaty Rumuńskie, to na drugą stronę gdzie kolejno odkrywają się coraz to nowe pasma. Wiesiek z Adamem i Krzysio robią zdjęcia. My maszerujemy dalej, osiągamy Menczuła (1999m n.p.m), na jego szczycie słupek nr. 23. Tu trzeba dodać że idziemy wzdłuż starej przedwojennej granicy pomiedzy Czechosłowacją i Polską.

Owczarnia pod Smotrecem Owczarnia pod Smotrecem

Taka ciekawostka: około 5 godzin marszu od Pop Iwana, no może ciut mniej jest szczyt o nazwie Stoch i na nim spotykały się trzy granice, Polski , Rumunii i Czechosłowacji. Ale wracając do wędrówki, w rejonie szczytu Menczuła są doskonale zachowane ślady umocnień z okresu I wojny światowej. Wychodzimy na szczyt, trzeba uważać wszędzie resztki drutu kolczastego z zasieków i okopy. Wyglądają imponująco. W Gorganach jest też ich sporo, ale te w Czarnohorze zachowały się rewelacyjnie. Jeżeli jest brak wody to na trawersie Menczuła można spokojnie uzupełnić zapasy. Zresztą mimo upałów wody na grani nie brakuje.

Idziemy dalej, przed nami Brebenieskuł (2037m n.p.m), to drugi co do wysokości szczyt Ukrainy. Po lewej ręce potężny Gutin Tomnatyk a w kotle pod nim jeziorko. Jest to staw Brebenieskuł (jezioro Tomnackie). Okazuje się że jest to najwyżej położony staw na Ukrainie. Ma on powierzchnię 0,4 ha i głębokość około 2,8 m. Nad stawem można spokojnie znaleźć miejsce na nocleg. My jednak idziemy dalej.

Jeziorko Niesamowite Jeziorko Niesamowite

Kolejnym ze szczytów jest Rebra (2002m n.p.m). W tym rejonie nas postraszyło deszczem i gradem co okazało się potem zbawienne. Z niej przepiękny widok na Szpyci i kocioł Gadżyny. Na zboczach Szpyci "skalny las". Można też przy słupku nr. 30 wejść na ramię Szpyci i otworzy się nam widok na Małe i Wielkie Kozły. Po chwili widzimy następny staw o wdzięcznej nazwie jeziorko Niesamowite. Huculi uważają to miejsce za przeklęte. Żeby dobrze zrozumieć hucułów i ich wierzenia trzeba sięgnąć do literatury Vincenza. Pomoże nam zrozumieć hucułów i huculszczyznę.

Schodzimy na przełęcz Turkulską i siadamy żeby zjeść spóźniony obiad. Adam z Pawłem schodzą na dół do jeziorka. Staw znajduje się na wysokości 1750m n.p.m i ma około 0,3 ha oraz 1,5 m głębokości. Trzeba uważać bo w niektórych miejscach dno stawu jest podwójne. Przy jeziorku sterty śmieci - wszyscy tu śpią choć ponoć nie wolno. Ale tego nikt nie przestrzega. Wraca Paweł i idziemy dalej. My trawersujemy Turkuła a Paweł z Marianem prosto do góry. Przewyższenie jest spore i strome. Trawers lajtowy, ja podchodziłem tu w czerwcu wiec sobie odpuściłem. Za trawersem Turkuła następny szczyt Dancerz (1848m n.p.m). Pokonujemy go szybko. Jeszcze dwa szczyty i będziemy przed Howerlą. Mijamy Pożyżewską z której widać stację botaniczną i jesteśmy przed Breskułem. Uzupełniamy wodę i decydujemy że będziemy spać poniżej szczytu a na Howerlę wyjdziemy na lekko.

Howerla Na szczycie Howerli
foto: Krzysio G.

Schodzimy w dół, widać było fajne miejsce na biwak. Okazało się później że rzeczywiście było to miejsce super. Rozbijamy szybko namioty i idziemy na Howerlę, tym razem do pilnowania zostaje Marian. Adam prowadzi, zamiast wyjść na siodło pod Brekułem idzie prosto na jego szczyt co nie było za bardzo madre, żeby to wyprostować skręcam na trawers i po skakaniu po kamieniach wreszcie osiągamy przełęcz pod Howerlą. Jeszcze stroma wspinaczka i jesteśmy na szczycie (2062m n.p.m). Howerla to najwyższy szczyt Ukrainy i zarazem "święta góra" Ukraińców. Wchodzą tu całymi rodzinami. Na szczycie jest masę śmieci. Ukraińcy zostawiają na nim różne dziwne rzeczy. Najłatwiejsze dojście jest od Zaroślaka.

Robimy zdjęcia. Gdzieś w oddali pomrukuje sobie burza. To gdzieś w Karpatach Rumuńskich, byle nie przyszło do nas. Schodzimy szybko z Howerli i kierujemy się trawersem w kierunku naszego obozowiska. Dochodzimy do namiotów i robimy kolację. Paweł jak zwykle rozpala ognisko. Jak rozbijaliśmy namiot to tak co niektórzy kombinowali że w końcu przyszło mi spać na sporym kamieniu. Ale okazał się kamieniem szczęścia tak samo jak deszczyk z gradem. Jednym słowem pogoda i Paweł mi sprzyjali. Kładziemy się spać, wiercę się na kamieniu, długo nie mogłem zasnąć, dopiero gdzieś nad ranem zasypiam na dobre.




Na zdjęciach od lewej (kliknij aby powiększyć): w dolinie Dżemborni, w drodze na Smotrec, przy wodospadach pod Smotrekiem, odpoczynek przy ruinach polskiego schroniska, na Pop Iwanie, na tle grani Czarnohory, na przełęczy pod Howerlą.
drugi rząd: na szczycie Howerli, w drodze na Smotrec, ostańce skalne w drodze na Smotrec, obserwatorium na Pop Iwanie, łazienka w Dżembroni, w drodze na Smotrec, owczarnia pod Smotrecem.
trzeci rząd: wodospady w drodze na Smotrec, już prawie na przełęczy w rejonie Smotrecu, Szpyci i Howerla, dolina Dżembroni, Pop Iwan, Menczuł, Jeziorko Niesamowite.
dolny rząd: Howerla, podejście w rejonie Smotreca.

Budzę się niezbyt wyspany, ale trudno. Jak zwykle śniadanie, zwijanie namiotów i w drogę. Ela z Adamem wychodzą wcześniej, twierdząc że i tak ich dogonimy. Ja wychodzę ostatni. Idziemy znaną sobie drogą w kierunku Menczuła.

Widok na Jasinie Widok na Jasinie

Elę i Adama doganiamy za trawersem Turkuła. Idziemy dalej, następnym szczytem, który tym razem trawersujemy to Brebenieskuł. Trawersując go niedaleko szczytu odkrywamy miejsce gdzie zginęła dwójka turystów w sobotę. Na miejscu drewniany krzyż i resztki ich rzeczy. Postanawiamy zejść z Menczuła do Chatki Kuby. Trawersujemy Menczuła i wychodzimy niedaleko szczytu. Tu znajdujemy czarny szlak - ale tylko na chwilę, gubimy go i Paweł idzie do przodu rozejrzeć się za dalszą drogą.

Tu przestroga dla innych. Jak zejdziecie poniżej szczytu to trzeba się kierować w prawo i za grzbiet do kotła. Inna droga nie wskazana. My mądrzy idziemy drogą wyglądającą początkowo bardzo dobrze, aż doszliśmy do kosówki. No i zaczęły się problemy. Ale nie ma odwrotu idziemy w kosówkę. Walczyliśmy z nią zaciekle około dwóch godzin (przyda nam się to na przyszły rok w Gorganach). Decyzja musi być jedna: w dół do potoku. Schodzimy a po drodze dożywiamy się jagodami. Jest ich coraz więcej. Schodzimy do widocznego szałasu i za chwilę znajdujemy zgubiony czarny szlak i wygodną ścieżkę. Idziemy teraz pomału, jedząc jagody i poziomki.

Nad stawem pod Bliźnicą Nad stawem pod Bliźnicą

Znajdujemy się powyżej doliny Dżembronki, ścieżka prowadzi nas w stronę chatki. Dochodzimy do miejsca gdzie jest masę powalonych drzew. Spotykamy Kubę który akurat przebił się przez to zwałowisko. Mamy trochę szczęścia. Idziemy w stronę chatki cały czas pałaszując borówki, Paweł jak zwykle ma mistrza. Dochodzimy nad chatkę i okazuje się że Wiesiek zgubił GPS. Wraca się w miejsce gdzie jadł jagody ale niestety po GPS ani śladu. Schodzimy do chatki i odpoczywamy - do Dżembroni jeszcze tylko około godzinki. Pijemy pyszną herbatę, niektórzy mają zdolności w parzeniu herbaty. Ale czas się ruszyć do pani Paraski jeszcze kawałek.

Idzemy, pierwszy przystanek przy sklepie. Kupujemy piwo i delektując się jego smakiem pomalutku go wypijamy. Idziemy na nocleg, rano trzeba wstać. Po szóstej mamy busa do Wierchowiny. Musimy przemieścić się do Jasini bo chcemy wyjść na Bilźnicę. Jemy kolację, mały drink i idziemy spać. Jutro żegnamy się z Czarnohorą. Będziemy ją widzieć cały czas, ale to nie to. Trzeba tu wrócić żeby spenetrować dokładne dolinki które są bardzo ciekawe. Noce w Czarnohorze i Dżembroni były przepiękne, rozgwieżdżone niebo cisza, ale ta ostatnia była naprawdę cudowna. Rano pobudka, szybkie śniadanie i ładujemy się do busa. I tu cały folklor. W miarę jazdy dosiadają się pasażerowie. Bardzo ciekawi. Bus wjeżdża też do mijanych miejscowości gdzie dosiadają się kolejni pasażerowie. W Bystrzycy wsiada sexbomba ubrana na biało aż dziw że się nie pobrudziła, pani z workami i portfelem w biustonoszu. Po półtorej godzinie dojeżdżamy do Wierchowiny. Szukamy czegoś do Tatarowa lub Worochty, ale dopiero za namową Adama i drobną sumą zabiera nas kursowy bus do Tatarowa. Szukamy dalszego połączenia i mamy szczęście o dwunastej trzydzieści jest pociąg do Jasini.

Świdowiec Świdowiec

Siedzimy w sklepiku w którym można tez cos kupić ciepłego do jedzenia. Pijemy kolejne piwo a Basia zaczyna rozmowy biznesowe. Chyba dlatego ze jest najmniejsza z nas wzbudziła litość u grubego faceta który ją cały czas dokarmia. Idziemy na dworzec i wsiadamy do pociągu który jedzie do Rachowa. My wysiadamy w Jasini. Po drodze mijamy stare wiadukty pamiętające jeszcze czasy kiedy tu była Polska. Wysiadamy w Jasini, ja idę spytać się o noclegi a reszta na piwo. Mamy szczęście, noclegi są, więc idziemy żeby się zakwaterować. Jutro Świdowiec.

Doprowadzamy się do porządku i idziemy na miasto. Robimy sobie drugi dzień gospodarczy. Wałęsamy się po miasteczku pijąc piwo i troszkę je zwiedzając. Mamy zamówiony na jutro samochód żeby wyjechać do turbazy Drogobrat. Stamtąd jest blisko na najwyższy szczyt Świdowca. Samochód jest punktualny, wsiadamy i jedziemy do turbazy. Idziemy na szczyt. Paweł z Marianem jak zwykle zaliczają coś więcej. Wychodzimy na szczyt i robimy zdjęcia. Mamy tym razem sporo czasu. Chodzenie bez dużego obciążenia jest o wiele przyjemniejsze. Schodzimy do stawu pod Bliźnicą a stamtąd do bliskiej turbazy w której pijemy najdroższe piwo na Ukrainie. Ruszamy dalej, mamy jeszcze przed sobą kilka godzin marszu do Jasini. Idziemy przez Menczyła (niektórzy mówią Drogobrat). Drogę znam dobrze ale wpadł mi do głowy pomysł żeby się z grupą trochę podroczyć. I znów czas podczas marszu urozmaicamy sobie jedzeniem jagód. Idziemy dalej i schodzimy do Jasini.

Wnętrze cerkwi prawosławnej w Jasini Wnętrze cerkwi prawosławnej w Jasini

Po drodze część zwiedza prawosławną cerkiew. Mamy sporo czasu. W "Szarotce" mamy załatwione że zostajemy do pierwszej w nocy. Pociąg jedzie o drugiej. Zbieramy się i idziemy na dworzec. Ciemno, latarka Iwony okazała się pomocna. Dochodzimy na dworzec i kupujemy bilety, ale na miejsca siedzące, tak jest chyba lepiej. Oczekując na pociąg spoglądam na niebo. Jest przepiękne, cudownie rozgwieżdżone. Co chwilę widać spadające gwiazdy, jest ich mnóstwo. Ktoś mi tłumaczył że jak się pomyśli życzenie to ono się spełni. No i zaryzykowałem. Chyba ten ktoś miał rację co do życzeń. Wsiadamy do pociągu. Jazda nam się nieco dłuży więc urozmaicamy czas wodą z procentami, przy której jest ciekawiej. Chwila drzemki, już jest jasno, Adam z Marianem śpiewają bez przerwy. Dojeżdżamy do Lwowa, szybka ewakuacja i jedziemy do Szegini. Małe zakupy i idziemy na przejście. Na nasze szczęście nie ma za dużo ludzi.

Na szczycie Bliźnicy Na szczycie Bliźnicy

Wsiadamy do busa do Przemyśla i jedziemy na dworzec. Mamy znów szczęście chociaż trochę źle bo mogliśmy zostać w Przemyślu do nocnego pociągu, ale mówi się trudno i jedziemy pociągiem, który odjeżdża za dwadzieścia minut. Żegnamy się z grupą z Sanoka. Myślę że za rok znów się spotkamy a może i wcześniej. Skończyła się następna wyprawa. Kilka chwil na refleksje. Grupa się scementowała. Chodzi coraz lepiej, myślę że w Gorganach poradzą sobie bardzo dobrze. W Gorganach takie niespodzianki jak kosówka będą częściej. Na koniec chciałem podziękować całej grupie że znosiła moje fochy i chrapanie. Mam nadzieję że spotkamy się w takim samym składzie lub podobnym za rok. Relacja z wyjazdu w Czarnohorę jest dedykowana bliskiej mi osobie. Do zobaczenia za rok.




Na zdjęciach od lewej (kliknij aby powiększyć): ostatni biwak w górach, grupa przed wyruszeniem, chatka u Kuby, w oczekiwaniu na busa w Wierchowinie, Czarnohora - rejon kotła Gadzyny, widok na Czarnohorę, w drodze do chatki Kuby.
drugi rząd: widok na Smotrec, przy sklepie w Dżembroni, na dworcu w Tatarowie, w pociagu do Jasini, turbaza "Szarotka" w Jasini, w pociagu do Jasini, Świdowiec.
trzeci rząd: nad stawem pod Bliźnicą, widok na Howerlę ze Świdowca, w drodze do Jasini, widok na Jasinie, przed sklepem, miejsce gdzie piorun zabił dwójkę turystów, negocjacje Basi w Tatarowie.
dolny rząd: przed bazą w Jasini (tym pojazdem jedziemy do turbazy Drogobrat), na szczycie Bilźnicy, w drodze do Jasini w głębi pasmo Czarnohory, cerkiew w Jasini.

tekst: Zbigniew Jantoń
zdjęcia: Krzysio G., Ela i Adam Milczanowscy, Wiesiek.

» Praktyczne «

Kamera w Wetlinie
Kamera w Czaszynie

Noclegi
Schroniska
Schroniska PTSM
Bazy namiotowe i chatki
Harcerskie bazy i hoteliki

Mapa Bieszczady - wersja online
Mapy Bieszczadów - recenzje
Mapy wycinkowe - recenzje
Przewodniki
Aktualności wydawnicze

Szlaki turystyczne - opisy
Szlaki turystyczne - wykaz
Czasy przejść
Ścieżki przyrodnicze - wykaz
Regulamin BdPN
Punkty kasowe BdPN

Bieszczadzka Kolejka Leśna
Jazdy konne
Wyciągi narciarskie
Muzea
Informacja turystyczna
Przewodnicy
Przewoźnicy (Bus)
Przejścia graniczne
Traperska przygoda - tabory

» Warto wiedzieć «

Trochę historii
Podział (granice) Bieszczadów
Losy bieszczadzkiej ludności
Różne plany rozwoju Bieszczadów
Na wyniosłych połoninach BdPN
Nie tylko Wysokie
Sieć wodna
Jaskinie
Park Gwiezdnego Nieba Bieszczady
Z psem w Bieszczady
Rejsy po Zalewie Solińskim
Snowgliding w Bieszczadach
Bieszczadzkie szybowiska
Bieszcz. Centrum Nordic Walking
Wędkarskie eldorado na Sanie
Geocaching

Fauna Bieszczadów
Flora Bieszczadów

Zagroda pokazowa żubrów
Leśny Kompleks Promocyjny "Lasy Bieszczadzkie"

Ukraińska Powstańcza Armia
Karol Wojtyła w Bieszczadach
Bieszczady pół wieku temu
Karpackie niebo
Wypał węgla drzewnego
Sery w Bieszczadach
Bieszczady w filmie

Polowanie w Bieszczadach

Reportaże

Rozmaitości bieszczadzkie

» Cerkwie i cmentarze «

Cerkwie drewniane w Bieszczadach
Cerkwie murowane
Kapliczki w Bieszczadach
Dawne cmentarze, cerkwie i cerkwiska
Ikonostas
O ikonie słów kilka

Cmentarze żydowskie (kirkuty)
Cmentarze ewangelickie Bandrów i Stebnik (Steinfels); cm. gr.kat. w Stebniku
Cmentarze wojskowe w Komańczy
Cmentarz wojskowy w Lesku

Kościół w Woli Michowej

Obelisk UPA

» Wyprawy piesze «

Tarnica z Wołosatego
Halicz z Wołosatego
Bukowe Berdo z Mucznego
Krzemień
Szeroki Wierch
Połonina Caryńska
Połonina Wetlińska
Smerek (wieś) - Smerek - Połonina Wetlińska - Brzegi Górne
Cisna - Jasło - Smerek (wieś)
Suche Rzeki - Smerek
Dwernik-Kamień
Pętla: Wetlina - Riaba Skała - Czerteż - Kremenaros - Rawki - Dział - Wetlina
Mała i Wielka Rawka z p. Wyżniańskiej
Ścieżka "Berehy Górne"
Chryszczata z Komańczy
Chryszczata z Jeziorka Bobrowego
Szlak Huczwice - Chryszczata
Jaworne - Kołonice - Jabłonki
Krąglica
Hyrlata
Szlak graniczny Łupków - Balnica
Przełęcz nad Roztokami - Ruské
Przełęcz nad Roztokami - Okrąglik
Jasło i Okrąglik ze Strzebowisk
Łopiennik
Opołonek i Kińczyk Bukowski
Przysłup Caryński z Bereżek
Korbania z Bukowca
Korbania z Łopienki i Tyskowej
Suliła
Wola Michowa - Balnica szl. żółtym
Z Balnicy do Osadnego
Do Solinki z Żubraczego
Bukowiec - Sianki - Źródła Sanu
Tarnawa Niżna - Dźwiniacz Górny
Brenzberg - ścieżka
Krutyjówka - ścieżka
Tworylne i Krywe z Rajskiego
Terka - Studenne
Rajskie - Studenne (most)
Przysłup - Krywe
Zwierzyń - Myczków
Tyskowa i Radziejowa ze Stężnicy
Lasumiła - najgrubsza jodła
Jodła k.Pszczelin - opis ścieżki
Stare Procisne, ścieżka
Dwernik - Procisne, ścieżka
Przez bieszczadzki las - ścieżka Nasiczne - Sękowiec
Holica z Ustianowej - ścieżka
Hylaty - ścieżka hist-przyrodnicza
Huczwice - ścieżka geologiczna
Komańcza - ścieżka dydaktyczna
Jawornik - ścieżka
Gminny szlak Baligród
Bukowy Dwór - ścieżka przyrodnicza
Po ekomuzeum w krainie bobrów
Dolina Potoku Zwór

» Warto zobaczyć «

Wodospady i kaskady
Jeziorka Duszatyńskie
Jeziorko Bobrowe
Sine Wiry
"Gołoborze" i dolina Rabskiego
Rezerwat "Przełom Osławy"
Rezerwat "Śnieżyca wiosenna w Dwerniczku"
Torfowisko "Tarnawa"
Torfowisko "Wołosate"
Jaskinie w Nasicznem
Grota w Rosolinie
Rezerwat "Hulskie"
Młyn w Hulskiem
Dziewiętnastka - pkt. widokowy
Przełęcz Wyżna - pkt. widokowy
Zagroda pokazowa żubrów
Mini-zoo w Lisznej i Myczkowcach
Koziniec kamieniołom
Skałki Myczkowieckie
Ogród biblijny w Myczkowcach
CKE Myczkowce; miniatury cerkwi
Zielony domek w Ustrzykach G.
Klasztor w Zagórzu
Droga krzyżowa w Zagórzu
Sanktuarium w Jasieniu
Most podwieszany w Dwerniczku
XIX-wieczny most kolejki
Radoszyckie źródełko
- legenda o radoszyckim źródełku
Kamień leski
Nowe pomniki przyrody w dolinie Osławy i Kalniczki
Góry Słonne
Rezerwat Sobień
Rezerwat "Polanki"
Góry Słonne - pkt. widokowy
Ekomuzeum Hołe
Pomnik Tołhaja
MBL Sanok - skansen w Sanoku
Park miejski w Sanoku

» Rowerem «

Trasy rowerowe

» Samochodem «

Trasy samochodowe
Stan dróg w Bieszczadach
Parkingi

» Słowacja i Ukraina «

Zalew Starina (Słowacja)

Projekt Rozłucz
Jasienica Zamkowa
Stara Sól
Bieszczady Wschodnie - relacja z wyjazdu 2005
Czarnohora, relacja z wyjazdu 2006


Serwis nasz a przede wszystkim współpracujący z nami reklamodawcy
zbierają i przechowują tzw. pliki cookies zarówno do np. statystyk,
jak i w celach reklamowych. Szczegółowe informacje na temat tych plików
znajdują się w naszej Polityce prywatności

© Twoje Bieszczady / Bieszczady Serwis 2001-2016
Twoje Bieszczadyon