...Twoje Bieszczady - serwis dla wszystkich którym Bieszczady w duszy grają...

Bieszczady





Opowieści łowieckie - Koło Łowieckie "Knieja" w Komańczy

Opowieści łowieckie

"I znowu na drzewie" - Stefan Poznański

W lipcu 1964 roku w sąsiednim PGR padła krowa. Kupiłem ją, przeznaczając na padlinę dla dzików i ciągnikiem zawiozłem do potoku Zubeńskiego. Kiedy po dwóch dniach wróciłem krowa miała wygryzione wymię, a wszystkie młode modrzewie w tym miejscu były połamane i powywracane. Tropy dużego zwierza prowadziły na południe: w krzakach stwierdziłem sierść z podbrzusza niedźwiedzia. Po tygodniu powróciłem na to miejsce, aby sprawdzić czy pojawiły się dziki. Na linii oddziałowej lasu spostrzegłem niedźwiedzia, który rozgrzebywał mrowisko. Postanowiłem wracać do domu. Kiedy uszedłem 100m w kierunku drogi, usłyszałem trzask łamanych gałęzi i szum, który zbliżał się w moim kierunku. Nie był to jeleń, ani dzik. Zaświeciłem reflektorem i zobaczyłem niedźwiedzia, który zbliżył się do mnie już na odległość kilkudziesięciu metrów. Zgasiłem latarkę i zacząłem uciekać. Przebiegłem około 50 metrów, ale niedźwiedź deptał mi po piętach. Bez większego trudu znalazłem się na drzewie i wydając okrzyki, zacząłem świecić niedźwiedziowi latarką w oczy. Nie reagował ani na światła, ani na moje okrzyki, zbliżył się na 10 metrów. Nie czekając strzeliłem dwa razy na postrach. Zamruczał, po czym niechętnie się odwrócił i spokojnie odszedł w las. Cisza dzwoniła mi w uszach, słyszałem jak szeleści trawa...

"Osiem wilczych legowisk" - Stefan Poznański

Było to dwa dni przed Sylwestrem 1973 roku. Noc mimo siarczystego mrozu 20 stopni poniżej zera, była wyjątkowo ciemna. Około godź. 23:00, niedaleko leśnictwa Zubeńsko napotkałem wilka, do którego strzeliłem z drylinga ( strzelba trzylufowa na naboje i śrut ). Potworne wycie rozdarło ciszę nocną, a drapieżnik zaczął umykać w gęstwinę sosnowego młodnika. Ruszyłem za tropem, postrzelony wilk słabnął, w dwóch miejscach zalegał ( odpoczywał ). Zerwał się silny wiatr, zaczęło kurzyć śniegiem, tworzyły się zaspy, do godziny drugiej uszedłem tylko cztery kilometry. Niestety wilk poszedł w gęstwinę i umknął na słowacką stronę. Zmęczony, zmarznięty, oblodzony śniegiem ruszyłem w drogę powrotną. Kiedy przechodziłem przez polanę, na której gdzieniegdzie czerniały się samosieje, usłyszałem wycie wilka, a wkrótce rozpoczął się piekielny koncert całej watahy. Kiedy zdjąłem z ramienia oblodzoną strzelbę, stwierdziłem, że nie działa. Nie pozasało nic innego, jak wdrapać się na karłowatą sosnę. Na szczęście miałem gazetę, którą podpalołem i zacząłem podgrzewać spust drylingu. Wycie nie ustawało. Na drzewie przesiedziałe godzinę, potem wilki oddaliły się. Kiedy zszedłem na ziemię znalazłem w odległości 50m osiem wilczych legowisk. Drapieżniki spały w tym miejscy, a moje najście przerwało im drzemkę. Nie szedłem już za świeżym tropem, bo nie czułem rąk, ani nóg. W domu nie mogłem się rozebrać, a z fioletowych kończyn schodziła skóra - z pomocą pospieszył mi lekarz.

"Na wilki" - Tadeusz Siuciak

Nosił wilk razy kilka...

Pod koniec lat siedemdziesiątych, mieszkałem ze swoją rodziną w leśniczówce "Jasionowa" w Komańczy. Będąc myśliwym, jako, że warunki były dogodne, trzymałem w domu dwa psy. Polskiego ogara nazywanego Morusem i suczkę foksteriera - wabiła się Punia. Był to zwykły lutowy dzień. Trochę mrozu, trochę śniegu jak zwykle w Bieszczadach o tej porze roku. W godzinach przedpołudniowych niespodziewanie odezwał się telefon. Dzwonił kolega Bogdan Wancewicz, obecny Prezes Koła. Przekazywał mi informację, jaka nieczęsto zdarza się myśliwemu: "górą nad Szarymi w kierunku Dyszowej wali spora wataha wilków". Było to zaledwie kilka słów, a dotychczasowy senny dzień, nabrał zupełnie innego charakteru. Niespodziewana pokusa nakazała opuścić domowe zacisze. Wszystko to trwa krótką chwilę, podczas której broń i amunicja same trafiają do ręki i aż trudno spostrzec kiedy myśliwy mija się z drzwiami przytulnego mieszkania. Po przejściu kilku kroków, spostrzegłem, że moim śladem pobiegły psy. Nie wątpiłem, ze cały czas bacznie mnie obserwowały i doskonale wiedziały gdzie udaje się ich pan, nie mogły jednak wiedzieć, jak cała ta wyprawa może być dla nich niebezpieczna. Psy skarcone zawróciły, uznałem więc, że mogę kontynuować marsz i czym prędzej ruszyłem w górę. Do miejsca prawdopodobnego spotkania się z wilkami doszedłem bardzo szybko, jeszcze dzisiaj wydaje mi się, że byłem cały czas wyjątkowo czujny i gotowy do strzału. Trwało to już kilka minut, jak więcej nasłuchiwałem niż szedłem, gdy niespodziewanie usłyszałem psi skowyt. Nie miałem wątpliwości, był to skowyt mojego psa - Morusa i prawdę powiedziawszy wiedziałem jaka jest tego przyczyna. Skowyt dobiegał zza moich pleców, a byłem pewien, że idąc nie spotkałem żadnych tropów. Pomyślałem, czy to aby przypadek sprawił, że rozminąłem się z watahą. Odruchowo, żywiąc nadzieję na uratowanie psa, oddałem dwa strzały w górę i zawróciłem. Uszedłem może 100 - 200 metrów, gdy bez trudu mogłem odczytać, jak mój ślad, przecinały tropy wilków. Naliczyłem ich około 8 sztuk. Po moim psie, jeśli nie liczyć kilku kropel farby, nie pozostało śladu. Wilki uniosły ze sobą mojego Morusa. Morus był dobrym dzikarzem, wprawiał się do łowów przez kilka lat, w trakcie których zrodziła się między nami prawdziwa przyjaźń. Nie od razu, ale ruszyłem tropem wilków. Być może wtedy bardziej kierowałem się chęcią uratowania psa, aniżeli zdobycia cennego trofeum. Tropiłem wilki przez około jeden kilometr, ale nie zatrzymywałem się. Morus był moim drugim psem, którego straciłem w Bieszczadach w podobnych okolicznościach. Gdy zrezygnowałem z pościgu, pozostało otrzeć łezkę i wracać do domu. Ledwie ruszyłe w drogę powrotną, patrzę, a tu moja Punia bieży. Uratował swoje życie tylko dlatego, że jako skromniejszy pies, nie mogła biec na równi z Morusem. Tak oto polowanie na wilki, przemieniło się w polowanie wilków...

"Tata, ty go widzisz?" - Jan Delong

Było to rykowisko 1996 roku. Wybrałem się z moim najstarszym synem Piotrem do Komańczy, był koniec września. Bieszczady przywitały nas piękną pogodą i najpiękniejszymi właśnie tam, barwami polskiej jesieni. Wszystko wróżyło udany wyjazd. I chociaż dla myśliwych każda pogoda jest dobra, zrzedły nam miny, gdy następny poranek obudził nas deszczem tłukącym o dach. Mimo to poubierani w peleryny udaliśmy się do lasu. Podeszliśmy zrywkową drogą, biegnącą grzbietem do miejsca, gdzie rozpoczynał się w dolinie stary zrąb.

Medalowe wieńce Medalowe wieńce

Miejsce przypominało amfiteatr. Przewalająca się mgła co chwilę zasłaniała dolinę. Piotrek zmęczony długim podejściem, przysiadł pod zwaloną jodłą i zaczął cicho pochrapywać. Zawabiłem kilkakrotnie w krótkich odstępach czasu. Nie mając wielkich nadziei na odzew spokojnie obserwowałem dolinę, przez dłuższy czas nic ciekawego się nie działo. W pewnej chwili po drugiej stronie doliny, już za potokiem, odezwał się byk Ryk starego potężnego byka zabrzmiał tak donośnie w bieszczadzkiej kniei, że poderwał Piotra na równe nogi. On słyszał coś takiego po raz pierwszy, ale i ja czułem ciepło pod kapeluszem. Odruchowo skierowałem szkła w stronę ryczącego byka. Widziałem go dobrze - piękny, stary czternastak z iście królewskimi koronami.

Zapatrzony, prawie zahipnotyzowany usłyszałem cichy szept Piotra:
- Tata, ty go widzisz?
- Pewno, widzę, piękny...nie do strzału...
- Tata, ale na pewno go widzisz?
- Nie marudź...przecież widzę...jest piękny...zaraz dam ci lornetkę...
- Ale tata - i dla większego efektu walnął mnie w nogę - tu, tego przed nami w prawo.
Odwróciłem się trochę i dosłownie niecałe 30 metrów przed sobą zobaczyłem byka-marzenie. Wieczny ósmak wychylał się zza grubego buka i zdziwiony patrzył na nas. Chwilowy paraliż, jakiemu uległem, minął w momencie gdy się zorientowałem, że byk nas nie wyczuwa i zbliża się nadal. Starałem się opanować i porządnie złożyć do strzału. Pociągnąłem za spust i usłyszałem głośne pęknięcie zabezpieczonego spustu, zwalniającego przyspiesznik. Ze zdenerwowania zapomniałem odbezpieczyć. Byk, uważnie obserwując rywala, szedł dalej w naszą stronę. Odbezpieczam, ręce trzęsą się jak nigdy, byk stoi, luneta dziwnie podskakuje, zapieram się w sobie, celuję i pada kolejny strzał. Byk stoi jak stał, czemu się nie kładzie...pudło. Coraz bardziej nerwowy repetuję sztucer, podchodzę do wystającej gałęzi leżącej jodły, mam doskonałą podpórkę. Strzelam wreszcie. Znowu pudło, takie ewidentne, wysoko nad łopatkami. Zniecierpliwiony moja nieudolnością byk lekkim kłusem odchodzi. Spokojnie można było oddać jeszcze jeden strzał, nie zrobiłem już tego. Tym sposobem zostałem bohaterem niekończących się opowieści o tym, jak "widziałem i strzelałem" byka. Tak tez czasem bywa. Ale i takie sytuacje są potrzebne. Uświadamiają nam nasze braki, nie pozwalają stać się zarozumiałym i wpaść w pychę. W bieszczadzkiej kniei nie ma mocnych, a szczęście ma raz mysliwy, a raz zwierz.

"Dwadzieścia lat minęło.." - Jan Pierchała

Sylwia Grunauer ze swoim pierwszym brązowomedalowym wieńcem Urodziwa wiedenka - Sylwia Grunauer ze swoim pierwszym brązowomedalowym wieńcem

Początek listopada 1986r z Jankiem Delągiem i Włodkiem Rdzawskim jedziemy na uroczyste polowanie Hubertowskie. Do Komańczy przyjeżdżamy w piątek przed południem. Pogoda jest bardzo dobra; lekki mróz, lekko poprószone śniegiem. Na kwaterze szybko przebieramy się i jedziemy do Nadleśnictwa. Mamy naturalne odstrzały na terenie administracyjnym.

W Nadleśnictwie ustalamy rejon polowania: Betonówka i rzepak. Około 14:00 wyjeżdżamy samochodem na Betonówkę, po lewej stronie kilka hektarów rzepaku i dwie ambony.
Ustalamy: ja idę na prowizoryczną wysiadkę na sośnie, a oni obchodzą rzepak i idą na wolnostojącą ambonę, z której rozciaga się widok na cały rzepak. Ledwie co zasiadłem na swojej sośnie, słyszę strzał. Władek z Jankiem idąc na ambonę podeszli jelenia w rzepaku i Włodek stzrelił łanię. Zszedłem z sosny, pomogłem im wypatroszyć i sciągnąć łanię w kierunku samochodu. W czasie ściągania łani w odległości 400 do 500 metrów po drugiej stronie drogi Komańcza - Maniów zauważyłem czarne plamy. Patrzymy przez lornetkę, a to stado żubrów żeruje. Widok jedyny, wspaniały, niepowtarzalny. Po nasyceniu się tym widokiem, postanawiamy zasiąść na ambonach, tak jak na początku ustaliliśmy. W pewnym momencie za plecami słyszę trzask gałązki, odwracam głowę i widzę łanię, która wolno kieruje się w stronę sosny, na której siedzę, za nią widzę następne jelenie. Zaczęło się: łanie, cielaki, byki, rozpoczęły wędrówkę na żer. Mam zezwolenie na odstrzał byka w I klasie, próbuję wybrać, już jestem prawie zdecydowany, a tu kątem oka widzę następne inne, ciekawsze, trwa to chyba już pół godziny, nie mogę się zdecydować. Zaczyna się ściemniać, ściemniło się, a ja nie wystrzeliłem. Siedzę na sośnie i nie wierzę sam co się stało, chyba św. Hubert uznał, że dziś daje mi tylko oglądać. Działo się to wszystko na oczach kolegów, którzy myśleli, że zasnąłem. Przy samochodzie z ich relacji dowiedziałem się, że samych jeleni byków naliczyli 86 sztuk, a ile było łań i cielaków? Czy jeszcze kiedyś ktoś, będzie mógł coś takiego zobaczyć w Bieszczadach? W nocy nie mogłem spać, cały czas miałem przed oczami ten wspaniały widok.

"Na wilka" - Rudolf Micke

Moje kontakty z Bieszczadami i Komańczą rozpoczęły się w 1995 roku. Wraz z moją rodziną i kolegą z pracy wybraliśmy się na wczasy wędrowne z przyczepami campingowymi, aby zwiedzić Bieszczady. Po przyjeździe do Komańczy, rozbiliśmy się na campingu obok stacji CPN. Ja jako myśliwy wyposażony w lornetkę, chodziłem wieczorami i rankami po okolicznych wzgórzach wypatrując zwierzyny.

Ubity wilk Ubity wilk

Zaraz pierwszego wieczoru spotkałem na Mogile kolegę Karpiela. Od razu zaprzyjaźniliśmy się z nim i jego rodziną - wspaniali prawi i prości ludzie. Z biegiem czasu staliśmy się jakby rodziną. W moich wspomnieniach zostały chwile przeżyte z kolegą Karpielem, ale chciałbym opisać tylko jeden epizod z mojego pobytu na pierwszym polowaniu w Komańczy. Po przyjeździe na polowanie, kol. Karpiel zapoznał mnie z Łowczym Koła panem Bogdanem Wancewiczem, który, po uiszczeniu opłaty, wypisał mi zgodę na odstrzał wilka i byka jelenia. Ale mnie interesował tylko wilk. To też nazajutrz udaliśmy się wczesnym rankiem do kniei w rejon wsi Czystogarb. Po przejściu przez pola do lasu zaczęło świtać i pierwszy raz w prawie 15 letniej łowieckiej karierze usłyszałem prawdziwy ryk jeleni. To było coś wspaniałego, niepowtarzalnego. Tak zauroczeni tym graniem, leżeliśmy 2 - 2,5 godziny na mchu wsłuchując się w ten wspaniały koncert i obserwując byki. Na strzał nie miałem ochoty. Były tam byki do odstrzału, ale nie chciałem zakłócić tego nabożeństwa. Po przybyciu na wierzchołek góry, której nazwy nie pamiętam, odszukaliśmy szopę w której odpoczywali robotnicy leśni. Tam rozłożyliśmy nasze toboły i przygotowaliśmy posłanie na noc. Jelenie grały z krótkimi przerwami przez cały dzień, a już intensywnie pod wieczór i przez całą noc. Tak wypatrując wilka, spędziliśmy dwa dni. Tropów bardzo dużo i to świeżych. Trzeciego dnia schodziliśmy do Czystogarbu. Po wyjściu z lasu na otwartą przestrzeń zobaczyła nas starsza kobieta, która pasła owce i krowy w niedalekiej odległości od lasu i zaczęła nawoływać, abyśmy do niej podeszli. Zaczęła nas prosić, abyśmy chwilę popilnowali z nią owiec, bo wilki prawie każdy dzień atakują i zabierają owce. Była godzina 09:50, nie chciało mi się wierzyć, że wilki w biały dzień atakują owce i to w obecności ludzi. To całe opowiadanie starszej pani wydawało mi się śmieszne i niepoważne, ale postanowiliśmy z Piotrem, że on położy się w stogu siana, który stał pod lasem, a ja z tą panią, która notabene bardzo dużo i sympatycznie opowiadała w trudnej dla mnie gwarze, poszliśmy w stronę zarośli i usiedliśmy na łące tuż przy zaroślach. Owce i krowy pasły się spokojnie między stogiem na którym leżał Piotr a nami ( odległość wynosiła ok.400 metrów ). Broń miałem załadowaną, chociaż całą tą sprawę traktowałem niepoważnie. Gawędząc ze starszą panią postanowiłem poczekać do godziny 12:00, a potem iść do domu, bo gdzie tam wilk wyjdzie. Wiedziałem z przeczytanej przeze mnie literatury, że wilki są ostrożne i przebiegłe. Aha, kolega Karpiel miał dać znak lusterkiem o ewentualnym zbliżaniu się wilka, ale oczywiście zasnął. Dokładnie za pięć dwunasta podniosłem się z siedzenie, pożegnałem starszą panią, która prosiła abym jeszcze został i udałem się w kierunku stogu. Gdy wyszedłem z zarośli, w odległości 80m ode mnie zobaczyłem wilka. Był duży, stał na łące i kierował się w stronę owiec. Zbaraniałem, broń miałem załadowaną, ale na plecach. Staliśmy tak, ja i wilk, przez pewien czas spoglądając na siebie. To był wspaniały duży basior. Po chwili próbowałem szybko złożyć się do strzału, ale tylko mały ruch ręki wystarczył, aby wilk szybkimi susami wskoczył do lasu, od którego stał 30 metrów. I to było jedyne me spotkanie i okazja do strzału do wilka. Nauka którą wyciągnąłem z tego przeżycia, jest jedna: nigdy nie należy lekceważyć uwag prostych, ale obytych z naturą ludzi, którzy przeżywają podobne choć niesamowite sceny na co dzień. O tym nie znajdzie się w żadnej książce. Wiele jeszcze razy jechałem do Komańczy na wilki i wiele nocy przesiedziałem na nęciskach, ale wilka nie spotkałem, za to przeżyłem wspaniałe chwile w kniei i wśród wspaniałych ludzi w Komańczy.

Czytaj dalej:

Obwód i gospodarka łowiecka
Polowania dla myśliwych zagranicznych
Opowieści łowieckie
Knieja, łowiectwo, środowisko, rocznica

Wszystkie materiały i zdjęcia pochodzą z kroniki koła łowieckiego "Knieja" wydanej z okazji 20-lecia istnienia.

» Praktyczne «

Kamera w Czaszynie

Noclegi
Schroniska
Schroniska PTSM
Bazy namiotowe i chatki
Harcerskie bazy i hoteliki

Mapa Bieszczady - wersja online
Mapy Bieszczadów - recenzje
Mapy wycinkowe - recenzje
Przewodniki
Ciekawe wydawnictwa

Szlaki turystyczne - opisy
Szlaki turystyczne - wykaz
Czasy przejść
Ścieżki przyrodnicze - wykaz
Regulamin BdPN
Punkty kasowe BdPN

Bieszczadzka Kolejka Leśna
Jazdy konne
Wyciągi narciarskie
Muzea
Informacja turystyczna
Przewodnicy
Przewoźnicy (Bus)
Przejścia graniczne
Traperska przygoda - tabory

» Warto wiedzieć «

Z psem w Bieszczady
Zagroda pokazowa żubrów
Wędkarskie eldorado na Sanie
Rejsy po Zalewie Solińskim
Park Gwiezdnego Nieba Bieszczady
Karpackie niebo
Sery w Bieszczadach
Wypał węgla drzewnego
Jaskinie
Snowgliding w Bieszczadach
Bieszczadzkie szybowiska
Bieszcz. Centrum Nordic Walking

Trochę historii
Podział (granice) Bieszczadów
Losy bieszczadzkiej ludności
Różne plany rozwoju Bieszczadów
Na wyniosłych połoninach BdPN
Nie tylko Wysokie
Sieć wodna
Geocaching

Fauna Bieszczadów
Flora Bieszczadów

Leśny Kompleks Promocyjny "Lasy Bieszczadzkie"

Ukraińska Powstańcza Armia
Karol Wojtyła w Bieszczadach
Bieszczady pół wieku temu
Bieszczady w filmie

Polowanie w Bieszczadach

Reportaże

Rozmaitości bieszczadzkie

» Cerkwie i cmentarze «

Cerkwie drewniane w Bieszczadach
Cerkwie murowane
Kapliczki w Bieszczadach
Dawne cmentarze, cerkwie i cerkwiska
Ikonostas
O ikonie słów kilka
Bojkowszczyzna Zachodnia. Ochrona zasobów kulturowych - działania praktyczne (pdf)

Cmentarze żydowskie (kirkuty)
Cmentarze ewangelickie Bandrów i Stebnik (Steinfels); cm. gr.kat. w Stebniku
Cmentarze wojskowe w Komańczy
Cmentarz wojskowy w Lesku

Kościół w Woli Michowej

Obelisk UPA

» Wyprawy piesze «

Tarnica z Wołosatego
Halicz z Wołosatego
Bukowe Berdo z Mucznego
Krzemień
Szeroki Wierch
Połonina Caryńska
Połonina Wetlińska
Smerek (wieś) - Smerek - Połonina Wetlińska - Brzegi Górne
Cisna - Jasło - Smerek (wieś)
Suche Rzeki - Smerek
Dwernik-Kamień
Pętla: Wetlina - Riaba Skała - Czerteż - Kremenaros - Rawki - Dział - Wetlina
Mała i Wielka Rawka z p. Wyżniańskiej
Ścieżka "Berehy Górne"
Chryszczata z Komańczy
Chryszczata z Jeziorka Bobrowego
Szlak Huczwice - Chryszczata
Wołosań z Żubraczego
Jaworne - Kołonice - Jabłonki
Krąglica
Hyrlata
Szlak graniczny Łupków - Balnica
Przełęcz nad Roztokami - Ruské
Przełęcz nad Roztokami - Okrąglik - Jasło
Jasło i Okrąglik ze Strzebowisk
Łopiennik
Ścieżka Jeleni Skok z Cisnej (wieża widokowa)
Opołonek i Kińczyk Bukowski
Ścieżka dendrologiczno-historyczna w Berehach
Przysłup Caryński z Bereżek
Bukowiec - Sianki - Źródła Sanu
Tarnawa Niżna - Dźwiniacz Górny
Brenzberg - ścieżka
Krutyjówka - ścieżka
Tworylne i Krywe z Rajskiego
Terka - Studenne
Otaczarnia w Bukowcu
Rajskie - Studenne (most)
Przysłup - Krywe
Korbania z Bukowca
Korbania z Łopienki i Tyskowej
Suliła
Wola Michowa - Balnica szl. żółtym
Z Balnicy do Osadnego
Do Solinki z Żubraczego
Zwierzyń - Myczków
Tyskowa i Radziejowa ze Stężnicy
Lasumiła - najgrubsza jodła
Jodła k.Pszczelin - opis ścieżki
Stare Procisne, ścieżka
Dwernik - Procisne, ścieżka
Przez bieszczadzki las - ścieżka Nasiczne - Sękowiec
Kopalnia ropy Polana - Ostre
Holica z Ustianowej - ścieżka
Hylaty - ścieżka hist-przyrodnicza
Huczwice - ścieżka geologiczna
Komańcza - ścieżka dydaktyczna
Jawornik - ścieżka
Gminny szlak Baligród
Bukowy Dwór - ścieżka przyrodnicza
Po ekomuzeum w krainie bobrów
Dolina Potoku Zwór

» Warto zobaczyć «

Wodospady i kaskady
Jeziorka Duszatyńskie
Jeziorko Bobrowe
Sine Wiry
"Gołoborze" i dolina Rabskiego
Rezerwat "Przełom Osławy"
Rezerwat "Śnieżyca wiosenna w Dwerniczku"
Torfowisko "Tarnawa"
Torfowisko "Wołosate"
Jaskinie w Nasicznem
Grota w Rosolinie
Rezerwat "Hulskie"
Młyn w Hulskiem
Pichurów - punkt widokowy
Przełęcz Wyżna - pkt. widokowy
Przełęcz Żebrak
Zagroda pokazowa żubrów
Mini-zoo w Lisznej i Myczkowcach
Koziniec kamieniołom
Skałki Myczkowieckie
Ogród biblijny w Myczkowcach
CKE Myczkowce; miniatury cerkwi
Entomo-zieleniec Myczkowce
Zielony domek w Ustrzykach G.
Muzeum Historii Bieszczad
Klasztor w Zagórzu
Droga krzyżowa w Zagórzu
Sanktuarium w Jasieniu
Most podwieszany w Dwerniczku
XIX-wieczny most kolejki
Radoszyckie źródełko
- legenda o radoszyckim źródełku
Kamień leski
Nowe pomniki przyrody w dolinie Osławy i Kalniczki
Góry Słonne
Rezerwat Sobień
Rezerwat "Polanki"
Góry Słonne - pkt. widokowy
Ekomuzeum Hołe
Pomnik Tołhaja
MBL Sanok - skansen w Sanoku
Park miejski w Sanoku

» Ski-tour;

Hyrlata (1103 m) zimą
Matragona (990 m) zimą
Osina (963m n.p.m.)
Płasza, Kurników Beskid, Okrąglik

» Rowerem «

Trasy rowerowe

» Samochodem «

Trasy samochodowe
Stan dróg w Bieszczadach
Parkingi

» Słowacja i Ukraina «

Zalew Starina (Słowacja)

Projekt Rozłucz
Jasienica Zamkowa
Stara Sól
Bieszczady Wschodnie - relacja z wyjazdu 2005
Czarnohora, relacja z wyjazdu 2006

 

Serwis nasz i współpracujący z nami reklamodawcy
zbierają i przechowują tzw. pliki cookies zarówno do np. statystyk,
jak i w celach reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawien przegladarki będą one zapisane w pamięci urządzenia. Przeglądając nasz serwis ZGADZASZ się na wykorzystywanie tych plików. Szczegółowe informacje na temat cookies
znajdują się w naszej Polityce prywatności

© Twoje Bieszczady 2001-2020